Tegoroczne obchody Dnia Niepodległości Najjaśniejszej Rzeczpospolitej postanowiłem spędzić po części w stolicy, a po części w Poznaniu, jako że kilkukrotnie już słyszałem o wielkopolskich celebracjach tego ważnego dnia.
Po przyjeździe do Poznania szybko zaaklimatyzowałem się na głównej arterii- ulicy św. Marcin- gdzie dziesiątki tysięcy uśmiechniętych i dumnych Polaków wspólnie kroczyło pod biało-czerwonymi sztandarami. Czekało mnie bardzo przyjemne przywitanie, okraszone smakiem pysznych Rogali Świętomarcińskich, oraz niezaplanowanym spotkaniem z moimi zwolennikami. Poznaniacy to podstawa, która trzyma nasz Naród w ryzach, ich wychowanie, mentalność i tok myślenia jest prawdziwie polski- ład i porządek wszechobecnie panujący to istny fenomen na skalę kraju. Radośni właściciele tysięcy poznańskich dłoni, które miałem przyjemność ściskać w dniu dzisiejszym, dodali mi motywacji, aby zbudować Wielką Rzeczpospolitą dla Polaków, która gloryfikuje podstawowe zasady życia społecznego.
Moja podróż do Warszawy zaczęła się od krótkiego spotkania z przedstawicielstwem Obozu Narodowo-Radykalnego. Wymieniliśmy na nim parę spostrzeżeń, odmówiłem jednak wspólnego pochodu z ONRowcami, jako że uprzednio zostałem zaproszony jako gość honorowy do uczestniczenia w marszu ramię w ramię z moimi przyjaciółmi z partii, Porozumieniem 11 Listopada , oraz Stowarzyszeniem Słowiańska Europa.
W okolicach ulicy Kredytowej nasz pochód przecięła lewacka hołota, na czele z pedalstwem, żydostwem, sieczką rasową i socjalami. Nie mogłem patrzeć na żółtków, którzy szli z przyklejonymi uśmieszkami z polskimi flagami, nie zdając sobie sprawy z tego, jak ciężkie brzemię przyszło im nosić- dla nich to tylko patyczek z kawałkiem dwukolorowego materiału. Płakać mi się chce, gdy widzę, jak czarnuchy kradną miejsca pracy Polakom. Boli mnie, gdy żydostwo podjudza walki wewnątrzkrajowe, gdy cyganie plują w oblicza naszej Białej Rasy Panów. Modlę się, by moje dzieci, po mojej prezydencji, nie musiały już się martwić napływem zewnętrznej hołoty.